12-13.12.2009 - "Toruniowo"

Weekend 12-13 grudnia zeszego roku ja, Che, Yankes i Hawk spdzilimy na podtoruskich pustkowiach maszerujc w penym umundurowaniu z punktu A do punktu ... A.

Wszystko zaczo si, a raczej rozegrao do szybko, bo dwa dni wczeniej, wtedy to - jeszcze nie znany mi - Yankes jako rekonstruktor 10`th Mountain Division napisa z lunym zapytaniem czy nie wpadlibymy na weekendowy wypadzik w jego okolice?

? Szybkie rozpoznanie we wasnych szeregach pokazao, e jedyn osob poza mn, ktra si zdecyduje bdzie wanie Che. Nie zniechcio to nas jednak i w takim skromnym - dwuosobowym skadzie ruszylimy w sobot na podbj okolic miasta Kopernika.

Image Image

Wypraw zaczynalimy do pno bo ok 14. Szybkie szpejowanie na zaprzyjanionym parkingu, krtkie konsultacje w co si ubra, co zabra, co zostawi i "poszly!". Nie powiem, ale Panowie gospodarze "grale" ju od samego pocztku narzucili spore tempo i eby nie byo musielimy zahacza o wszystkie okoliczne wzniesienia aby podziwia panoramy. Byo cakiem przyjemnie ale z racji szybko zachodzcego soca musielimy szuka miejsca na nocleg. Jeszcze troch rozpoznania, troch wybrzydzania i znalezlimy kilka drzewek, adna cika - jednym sowem cud, mid i orzeszki. Staropolskim obyczajem rozpoczlimy od integracji, przedstawiania si sobie i szybkiej wymiany zda na temat uwielbianej 10 grskiej. Dyskusja toczya si na tyle intensywnie, e nie przeszkadza nam przymrozek, ciemnoci ... ani nie rozbity nocleg. Nic to jednak i tak midzy 18 a 20 rozpalalimy ognisko. Tak, tak dokadnie tyle czasu zajo nam rozpalenie ognia przy, ktrym moglimy ogrza koci i dalej dyskutowa. Okoo 24 kady zaszy si w swoim piworze liczc na to, e dreszcze nie wzbudz go ze snu. Jedynie Che nie mia zudze i dzielnie ca noc czuwa nad tym by nasze z trudem rozpalone ognisko nie zgaso.

Image Image

Spao nam si na tyle dobrze, e wymarsz dnia nastpnego nastpi dopiero w okolicach godziny 10. I tym razem gospodarze w postaci znajcego teren jak wasn kiesze Yankesa i nieco modszego Hawka zapodali tempo na przysowiowe przetyranie kolegw z odzi, czyli mnie i Che. Ku naszej ucieszy najpierw przeprowadzilimy lans sesje na wzgrzu z okopami a pniej nastpnym z wrakiem czogu. Nastpnie w lad za Yankesem ruszylimy w jemu tylko znanym kierunku i tak znalelimy si na kolejnym wzgrzu z betonowym bunkrem, okopami gdzie urzdzilimy krtk przerw na wod, papierosa i oczywicie zdjcia. W dalszej kolejnoci zwiedzalimy okoliczne wrzosowiska, obowizkowo wzgrza aby ok godziny 14:30 zrobi przerw na ciepy, ale szybki posiek. Niestety panujce temperatury skutecznie uniemoliwiay zagotowanie wody i musielimy si zadowoli prawie zagotowan herbatk. Niemniej jednak w tamtym czasie i w tamtych warunkach smakowaa wybornie.

Image Image

By to nasz ostatni duszy postj tego dnia bo ze wzgldu na godzin i zbliajcy si zmrok musielimy gna do samochodw, ktre wcale blisko nas jeszcze nie byy. Reasumujc zacisnlimy zby i maszerowalimy do wspomnianego na pocztku punktu A z ktrego wyruszylimy mniej wicej 24 godziny wczeniej.

Image Image

Marsz zakoczylimy ok godziny 16:30. Wszyscy cali i zdrowi wymienilimy pozdrowienia, podzikowania i rozjechalimy si w swoje strony.